Przejdź do głównej zawartości

Losołek się gotuje

i babcia już się pakuje... 

A moje dziecko? W dzień tornado, wulkan pomysłów, energii i ogólnie - okaz zdrowia. W nocy - kaszel, zapchany nos, maruda, jojczara, stęka, kwęka, wybudza się, rzuca po łóżku. No obłożnie chora. Aż się dzisiaj przeniosłam do jej pokoju, bo już mi nogi do d... wchodziły od ciągłego łażenia, przytulania, przykrywania, pocieszania, uspokajania. W moje wory pod oczami wlazło by dzisiaj ze 3 kilo węgla... lub co kto tam woli.
Po 3 roku życia można zrobić testy alergiczne - przynajmniej będziemy wiedzieć NA CO jest uczulona, bo póki co to wojna z wiatrakami. 

Dzięki Ci Boże za idealną Matkę Moją Jedyną, która tylko ciężko westchnęła jak jej zdałam relację i zaczęła szukać pociągu w Internecie.

Cóżż... byle do maja..

Komentarze

  1. Dobrze, ze na wlasnych mamach zawsze mozna polegac... chocby sie walilo i palilo, one rzuca wszystko :) trzymcie sie dzielnie dziewczyny! tule mocno :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że są te Mamy :) Biedna Jula i biedna Ty. A masz nebulizator? Bardzo pomaga przy problemach z oddychaniem, nie tylko przeziębieniowych. Na problemy alergologiczne też się poleca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Upsss ... a może by tak homeopatii spróbować??Łażenie hi hi ale kochana figura się kupy trzyma :-))pozdrawiam chorowitki.

    OdpowiedzUsuń
  4. z tymi testami to tez nie do konca.Często pomimo wyraźnego uczulenia,wychodzi czysto.Wiem,dziwne-ale i u mnie w rodzinie mamy przypadki i nasz lekarz potwierdził...Oby Jula zdrowiała.Masakra,tak często chora:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Noo, to nocne wybudzanie, miauczenie-jojczenie, kwękanie i tego typu atrakcje znacznie potrafią osłabić. Generalnie! W chorobie szczególnie.
    I dobrze, że możesz w sytuacjach kryzysowych polegać na mamie.
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację Czerwona - mamy to skarb!! Nie wiem co bym bez mojej zrobiła.

    Agnieszko, do tej pory jeszcze nie był nam potrzebny, te przeziębienia z dużym kaszlem trwały góra2 dni. A potem lekki kaszelek delikatny katarek... Nikt jej jeszcze nie przepisywał leków wziewnych.

    Duszku na nas to nie działa. Próbowaliśmy.

    Marta, wiem, ale mam nadzieję, ze skoro moje wyszły to i jej pokażą co to za cholerstwo.

    Fjonko szczególnie gdy się człowiek przyzwyczaił do dobrego - przesypiania całych nocy ;) Oby to jej szybko przeszło!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo mamy są niezastąpione! :-) Moja zawsze mnie ratuje jak jest jakieś wolne w szkole:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kalinko ja nawet nie myślę co będzie jak Jula pójdzie do szkoły ale mam nadzieję, że uda się ją jakoś wyekspediować - pierwsza próba w zeszłym roku wypadła genialnie :))

    OdpowiedzUsuń
  9. zazdroszcze Mamy...
    ja w tych jajkach jestem osamotniona :( mam nadzieje, ze Julcia juz coraz lepiej ;))
    Buziakuejmy

    OdpowiedzUsuń
  10. no co tam, dziewczyny?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!